Arek wygrywa Wroactiv

arek 10k wroactiv

Stojąc na linii startu 4. Dziesiątki Wroactiv byłem zrelaksowany ale i skupiony na czekającym mnie wyzwaniu. Każdy start we Wrocławiu wzbudza we mnie dodatkowe emocje ze względu na łączące mnie z tym miastem więzi. Przez ostatnich kilka tygodni czułem na sobie sporą presję wynikającą ze słabego startu kontrolnego w połowie lutego podczas Biegu Urodzinowego w Gdyni. Dużo czasu zastanawiałem się dlaczego tamten bieg wyszedł tak słabo i co było tego przyczyną. Na dokładkę obok mnie stał mistrz Polski na 10 000m Tomasz Grycko ,który pokonał mnie wtedy różnicą aż 38",a mi przecież zależało na zwycięstwie w swoim mieście. Mimo obecności mocnych rywali skupiłem się na sobie. Wiedziałem ,że jeżeli doszedłem do siebie to tym razem bieg może wyglądać trochę inaczej inaczej...


Ostatni tydzień przed startem nie wyglądał wcale lekko. Na siedem dni do biegu zdecydowałem się wykonać dosyć mocny trening 4x3km na prędkościach półmaratońskich. Pierwsze dwa odcinki były bardzo ciężkie, w dalszym ciągu brakowało mi świeżości i swobody. Po zmianie butów na kolce sytuacja trochę się poprawiła ale mimo wszystko samopoczucie powinno wyglądać zdecydowanie lepiej. Start w 4. Dziesiątkce Wroactiv chciałem potraktować kontrolnie więc mimo presji w środę wykonałem kolejny ciężki trening 12x1km na przerwie 1'30", ponownie na prędkościach półmaratońskich. Z tego treningu byłem już trochę bardziej zadowolony chociaż poziom trudności tego treningu był zdecydowanie mniejszy. Dzień przed startem wykonałem rozruch i poszedłem na kilkukilometrowy spacer z żoną i pieskiem aby zrelaksować się i nie myśleć o czekającym mnie wysiłku. Czułem sporą niepewność, aby myśleć o dobrym wyniku 1 kwietnia w Pradze powinienem spokojnie łamać 30' a tymczasem w Gdyni nabiegałem jedynie 30'30". 4. Dziesiątka Wroactiv miała być ostatnim startem kontrolnym przed praskim półmaratonem i musiała mi po prostu wyjść !


W biurze zawodów dowiedziałem się z kim przyjdzie mi rywalizować. Tomek Grycko biegający regularnie poniżej 30'00" z miejsca stał się najgroźniejszym rywalem. Drugim poważnym konkurentem był Mateusz Demczyszak, któremu koniecznie trzeba było uciec na trasie ponieważ dysponuje piekielnym finiszem. W końcu jest jednym z najlepszych millerów w kraju! Ostatnim rywalem był wiatr ,który zazwyczaj na Maślicach hula niemiłosiernie. Dzisiaj na szczęście wiało solidnie ale nie było tragedii. Po strzale startera ruszyliśmy mocno do przodu...Przed startem miałem nadzieję na spokojny początek i czas na dogrzanie a tymczasem pierwszy kilometr pokonaliśmy w 2'46"...Byłem jednocześnie zadowolony ale i lekko przestraszony. Wiem co taka prędkość potrafi zrobić z mięśniami. Kolejny kilometr pokonaliśmy z T.Grycko i M.Demczyszakiem w 2'53", nikt nie miał zamiaru zwalniać. Pomyślałem sobie ,że jak ja miałem zamiar zacząć spokojnie to oni akurat wymyślili sobie wojnę totalną i walkę na wyniszczenie... Podjąłem wyzwanie ponieważ w końcu jak odpadnę to będę biegł sam bez wsparcia w walce z wiatrem. Na kolejnym odcinku pokonanym w 2'50" biegłem z Tomkiem bark w bark, Mateusz zaczął słabnąć i odpadać od grupy. W tym momencie już wiedziałem, że tego dnia T.Grycko będzie miał z kim biegać do końca i nie urwie mi się tak jak ostatnio. Pomału zaczęliśmy płacić cenę za mocno podyktowane tempo z początku biegu. Przez kolejne dwa kilometry biegliśmy w tempie 3'00"/km i na półmetku zameldowaliśmy się z czasem 14'33". Ostatni raz taki międzyczas miałem kilka lat temu! Mimo dobrego czasu w dalszym ciągu czułem się dobrze. Po pokonaniu znacznika 6km przyspieszyłem lekko i zauważyłem, że zaczynam zyskiwać przewagę. Okazało się, że ja utrzymywałem tempo poprzednich kilometrów a rywal po prostu zwalniał. Biegnąc i mijając tłum biegaczy czułem się fantastycznie, mogłem liczyć na naprawdę gorący doping. Wiele osób znało mnie i krzyczało ,,Arek, dawaj,dawaj !!". Właśnie z tego powodu bieganie we Wrocławiu wyzwala we mnie dodatkowe emocje. Do samego końca udało mi się utrzymać tempo delikatnie poniżej 3'00"/km mimo wchodzącego w nogi na ostatnim kilometrze podbiegu. Drugą 5kę pokonałem w 14'56" co dało wynik na mecie 29'29" będący moim najlepszym wynikiem na dystansie 10km od wielu lat. Moja radość na mecie jak i zaskoczenie z uzyskanego wyniku były naprawdę wielkie. Prawdopodobnie gdyby ktoś naciskał mnie do końca to mógłbym powalczyć o nowy rekord życiowy.

Start kontrolny wyszedł na 5+. Z takim wynikiem uzyskanym w starcie kontrolnym mogę jechać na Półmaraton do Pragi i nie bać się międzyczasu 30'00"/10km. Jestem już doświadczonym zawodnikiem więc wiem ,że wiele scenariuszy jest jeszcze możliwych i dobry wynik w półmaratonie należy najpierw pobiec ale pozytywne podejście i wiara w sukces na pewno zwiększą moje szanse. Teraz czeka mnie jeszcze start na Mistrzostwach Polski w Biegach Przełajowych w Jeleniej Górze 11.03.2017 i obóz w Szklarskiej Porębie. Oby zdrowie w dalszym ciągu dopisywało :)

Gratulujemy i trzymamy kciuki!